Czy są jakieś opracowania dotyczące pracy jako waluty - w oderwaniu od wartości monetarnych jak $ Euro £ ?
Edit:
Już nieco wytrzeźwiałem, wątek można zamknąć - jako zbyt absurdalny.
_________________ brak polskich liter w godzinach dziennych
Wysłany: Pią Maj 07, 2010 9:05 pm Temat postu: praca jako waluta
lukaszs
Posty: 74
Jest taki pomysl jak "kredyt spoleczny" (patrz google) ale po co kombinowac, kilka klat temu odkryto co jest pieniadzem...
_________________ lukaszs
---
Obserwowane trudnosci na rynku pasz i energii postuluje sie rozwiazywac w najblizszej przyszlosci przez dzialania nieinwestycyjne i niskonakladowe.
Wysłany: Sob Maj 08, 2010 5:43 am Temat postu:
abyss
Posty: 46
Dzięki za tag'a (http://pl.wikipedia.org/wiki/Kredyt_spo%C5%82eczny gdyby ktoś szukał).
Moim skromnym zdaniem w wypadku dłuższego i gwałtownego kryzysu o skali ogólnoświatowej (w zasadzie dowolnego rodzaju) można obawiać się załamania aktualnych systemów finansowych. Jedyną w miarę stałą wartością obok surowców jest właśnie praca.
_________________ brak polskich liter w godzinach dziennych
Wysłany: Sob Maj 08, 2010 5:06 pm Temat postu:
opel4
Posty: 486
Skąd: Kraków
Kredyt społeczny to nic innego jak tylko ekonomiczny pędnik łągiewki.
W przypadku pędnika, ludzie mieli problemem ze zrozumieniem II zasady dynamiki Newtona, w przypadku kredytu społecznego problemem jest pojęcie emisji, a w zasadzie kreacji pieniądza.
Wysłany: Sob Maj 08, 2010 8:33 pm Temat postu:
abyss
Posty: 46
Jak Friedman powiedział: "There's no such thing as a free lunch." (nie ma takich rzeczy, jak darmowe obiady). I obawiam się, że nasza cywilizacja (zachodu) może być niedługo zmuszona do zapłacenia zaległości.
_________________ brak polskich liter w godzinach dziennych
Wysłany: Nie Maj 09, 2010 12:50 am Temat postu:
opel4
Posty: 486
Skąd: Kraków
Niespecjalnie wiem co rozumiesz pod słowem cywilizacja zachodu.
Dla mnie największym problemem ekonomicznym jest powiększanie się trzech grup społecznych które de facto zupełnie nic nie wytwarzają ale przy tym konsumują znaczną część pracy pozostałej części społeczeństwa:
1. Rentierzy - czyli ludzie którzy swój dochód opierają zazwyczaj na kapitale zgromadzonym przez swoich rodziców. Samemu zupełnie nic nie wytwarzając.
2. Biurokraci - czyli część urzędników których praca nie dość, że nie daje efektu synergii to jeszcze wpływa często negatywnie na ekonomiczny rozwój społeczeństwa.
3. Kombinatorzy socjalni - czyli ludzie którym nie che się normalnie pracować. Wolą korzystać z pomocy Państwa.
Jak jeszcze 2 i 3 grupa jest w jakiś sposób w statystyce ujmowana to liczba osób znajdujących się w 1 grupie jak praca przez nich konsumowana jest trudna do określenia i często wybiega lokalizacją poza dany kraj.
Wysłany: Nie Maj 09, 2010 11:38 am Temat postu:
Darek
Posty: 1414
Skąd: Mazury
Sam wątek nie jest tak absurdalny jak problemy ze zdefiniowaniem pracy i
waluty. Podobno dla marksistowców prawdziwa była wyłącznie praca fizyczna.
Do absurdu doprowadzili to Czerwoni Kmerzy na polach śmierci. Z drugiej
strony niewolnictwo uważa się za wyzysk, gdzie za pracę nie dostaje się
nic. Ale jak ktoś czytał "Ben Hura", to może zwrócił uwagę na fragment,
gdzie jego niewolnik nie mógł być uwolniony i w dowód pokazał swoje ucho.
Nie wyjaśniono tam dokładnie o co chodzi, ale w/g prawa żydowskiego
niewolnik musiał być uwolniony po 7-miu latach. Jeżeli tego nie chciał, to
musiał samodzielnie przybić swoje ucho do drzwi. Z naszego punktu widzenia
może wydać się dziwne, że ktoś nie chce wolności i gotów jest z tego powodu
do samookaleczenia. Jednak z drugiej strony ów niewolnik w "Ben Hurze"
miał dużo lepiej niż gdyby został uwolniony. W drugim wypadku całkowicie
straciłby kontrolę nad majątkiem rodziny właściciela. A nawet bez takiego
stanowiska zwykły "robol" i tak mógł mieć lepiej niż wolny czlowiek.
Gwarantowana miska strawy i dach nad głową też jest rodzajem waluty. Taki
swoisty barter - w zamian za gotowość do pracy wikt i opierunek.
Wysłany: Wto Maj 11, 2010 4:54 pm Temat postu:
Darek
Posty: 1414
Skąd: Mazury
Opel, nie wiem dlaczego zaliczyłeś do grupy "pasożytów" także rentierów? Na
dobrą sprawę są oni pochodną innego niż reszta społeczeństwa podejścia do
pracy. Zamiast powoli gromadzić kapitał robią to szybko i szybko zaczynają
od niego "odcinać kupony". A jeżeli kapitał zgromadzili rodzice, to tez nic
złego, w końcu wydajniej pracuje się dla swoich bliskich. Tak a'propos
kawał (a może nawet autentyczna anegdota".
Do pewnej wykształconej pani podchodzi menel i prosi o dwa złote. Owa pani
odmawia mówiąc:
- Nie dam ich panu, bo je pan przepije zamiast zainwestować.
- A po co mam gdzieś inwestować pieniądze?
- Jak to po co, pieniądz robi pieniądz, jak się dobrze zainwestuje to jest
ich więcej i więcej.
- I co dalej?
- Jak to co? Po pewnym czasie będzie pan miał tak dużo pieniędzy, że nie
będzie pan musiał nic robić.
- I co wtedy?
- Normalnie, będzie pan mógł np. całymi dniami sączyć winko.
- A niby po co ja chiałem te dwa złote.
Po prostu spory odsetek społeczeństwa wybiera drogę na skróty pn. być a nie
mieć
Wysłany: Czw Maj 13, 2010 5:55 pm Temat postu:
abyss
Posty: 46
No i doszliśmy do tego, że patologiczne ciułactwo jest przyczyną problemów społecznych
Już dosyć dawno wyniki badań wykazały, że najszczęśliwsi ludzie są zwykle biedni - co nie znaczy, żeby do tej biedy dążyć. Inna sprawa, że potencjalne gwałtowne załamanie aktualnych systemów finansowych prawdopodobnie da popalić "ciułaczom". Dużo lepiej będą mieli praktycy - i to niekoniecznie z doktoratem z medycyny kwantowej - a raczej np (nadal) lekarze, mechanicy, stolarze (z tzw. "fachem w ręku" ).
_________________ brak polskich liter w godzinach dziennych
Wysłany: Czw Maj 13, 2010 6:48 pm Temat postu:
opel4
Posty: 486
Skąd: Kraków
Tu nie chodzi o oszczędzanie czy inwestowanie.
Problemem jest to, że całkiem spora część społeczeństwa chciała by zupełnie nie pracując, żyć na ponad przeciętnej stopie życiowej.
Jeśli ktoś zarabia dzięki swojej pomysłowości i inwencji duże pieniądze to w porządku i takie postawy powinny być wspierane przez Państwo.
Zupełnie inaczej wygląda sytuacja gdy źródło zarobku wynika z regulacji prawnych lub ograniczeń rynkowych, i właśnie taki sposób zarobkowania, zazwyczaj bez wykonania żadnej użytecznej pracy, jest patologiczny.
Darek napisał:
A jeżeli kapitał zgromadzili rodzice, to tez nic
złego, w końcu wydajniej pracuje się dla swoich bliskich.
Jeśli któreś pokolenie z kolei żyje tylko i wyłącznie ze zgromadzonego wcześniej przez rodzinę kapitału zupełnie nic nie robiąc to chyba nie jest normalne?
Kto ma na nich pracować i dlaczego?
Wysłany: Pią Maj 14, 2010 9:12 pm Temat postu:
Szefunio
Posty: 611
opel4 napisał:
,
Jeśli któreś pokolenie z kolei żyje tylko i wyłącznie ze zgromadzonego wcześniej przez rodzinę kapitału zupełnie nic nie robiąc to chyba nie jest normalne?
Kto ma na nich pracować i dlaczego?
Tak dla ścicłości: to nikt na nich pracować nie musi, bo na nich ZAPRACOWAŁ ich dziadek czy pradziadek.
Przyjmijmy, że dziadek zarobił i odłożył kilka ton złota, a potem kilka następnych pokoleń z tego złota żyje. Twierdzenie, że na tych ludzi "ktoś musi pracować nie wiadomo dlaczego" to jakieś kuriozum.
Wysłany: Sob Maj 15, 2010 9:24 am Temat postu:
opel4
Posty: 486
Skąd: Kraków
Szefunio napisał:
Tak dla ścicłości: to nikt na nich pracować nie musi, bo na nich ZAPRACOWAŁ ich dziadek czy pradziadek.
Wszystko by się zgadzało gdyby nie to, że jednak większość majątków zwłaszcza tych naprawdę dużych, rzadko powstawała na bazie ciężkiej i mozolnej pracy, czy porostu czyjejś pomysłowości.
Raczej był to wynik zmian systemowych oraz chaosu który tym zmianom towarzyszył. W Polsce w ostatnim stuleciu mieliśmy, aż 4 takie zmiany.
Jeśli się poczyta biografie najbogatszych ludzi w Polsce, to okazuje się, że swój majątek zdobyli na monopolach lub przejmowaniu słabo wycenionych spółek.
Jakie jest zatem odwzorowanie zgromadzonego kapitału w rzeczywistej pracy ludzkiej.
To, że muszą być bogaci i biedni jest truizmem, zachowanie prawo do dziedziczenia też.
Tylko musi być w tym wszystkim, zachowana pewna równowaga, której niestety jest coraz bardziej zachwiana, nieprawdaż?
Wysłany: Sob Maj 15, 2010 11:46 am Temat postu:
Darek
Posty: 1414
Skąd: Mazury
Z tego co widzę, to nie chodzi o "złych" rentierów, ale wszelkiej maści
kombinatorów i klasy uprzywilejowane. Z tym mogę się zgodzić, bo
gromadzenie majątku na podstawie wadliwego prawa jest jedną z najgorszych
patologii. Raz, że to typowy wyzysk będących poza kastą uprzywilejowaną. A
dwa, że zawsze jest to ze szkodą dla gospodarki. Z drugiej strony takie
uwarunkowania nie są wieczne i bardzo szybko podlegają degrengoladzie. Jeżeli
nawet z majątku nic do niego nie wnąsząc może korzystać syn, to dla wnuka
najczęsciej nie starcza. A po dłuższym okresie cała klasa "panów" wymiera
(czasami w sensie dosłownym).
Dla mnie znacznie większym problemem jest to, co nazywam "reglamentacją
pracy". Prawodawcom ubzdurało się, że aby pracować należy płacić różne
ryczałty całkowicie oderwane od jej wyników finansowych. I jeżeli ktoś może
wykonywać tylko niskopłatne zajęcia, to nie ma wyjścia. Nie dostanie pracy
bez ZUS, UP, NFZ, GUS itp jednostek kontrolnych. Wtedy jak za komuny jedyną
metodą zaspokojenia potrzeb jest czarny rynek. I jak to wtedy było nie
dość, że drogo to jeszcze jakość pod psem.