Im dłużej myślę nad scenariuszami, tym bardziej nieprawdopodobny wydaje mi
się burnout. Za nim przemawiają tylko i wyłącznie przesłanki ekonomiczne
pt. "gospodarka musi się kręcić za wszelka cenę". Problem w tym, że cała
reszta argumentów zdaje się mówić, że w fizycznym świecie nie ma pojęcia
"za wszelką cenę"

Poza Mad Maxem (z pewnością wystąpi lokalnie) raczej
przejdziemy przez Power Down. Dla mnie głównym pytaniem jest to, jak
burzliwy będzie ten proces i gdzie się zatrzymamy. Odpowiedź jaka mi się
nasuwa na pierwsze pytanie nie jest zbyt optymistyczna. Wystarczy rozejrzec
się wokół, bez patrzenia za ocean. Grecja ma dostać 100 mld euro na
ratowanie się, a sądząc po sile protestów nie uwierzę, że nie przejedzą ich
ponownie. Zresztą ta kasa jest raczej patykiem po wodzie pisana, może jak
UE uruchomi maszyny do drukowania to się znajdzie. Francuzi blokuja Paryż, bo
ceny płodów rolnych nie zapewniają opłacalności produkcji. Ale czego żądają?
Ano kolejnych dopłat i większego udziału państwa i całej UE w "regulowaniu
rynku rolnego" (czyt. nowej wersji planów pięcioletnich). Maszyny
drukarskie są w stanie rozwiązać problem na krótką metę, gdyż jest to forma
ukrytego opodatkowania. Aby nie wywołać zbyt dużej inflacji konieczne
będzie realne opodatkowanie wszystkiego co się rusza. I tak dla "ratowania"
tego czy owego do plajty doprowadzi się każdego bez siły przebicia
odpowiedniej do przyssania się do wspólnej kasy. I niestety tu jest clou
problemu, bo oni są "solą ziemi" tworzącą prawdziwą siłę gospodarki.
Wszelkiej maści ekonomiści i politycy jak zwykle zauważą to zbyt późno.
Pamiętam jak swego czasu jacyś związkowcy probowali udowodnić, że państwo
utrzymuje się z podatków płaconych przez emerytów i rencistów. Co ciekawe
analiza tabeli wpływów budżetowych mogła to sugerować
Jest możliwość utrzymania lokalnie wysokiego poziomu cywilizacyjnego bez
wyrzeczeń. Najbliżej tego jest USA, gdyż zupełnie bezkarnie moga drukować
walutę importując za papier prawdziwe produkty. Jakby mieli łby na karkach
import kierowałby się w coraz większym stopniu na dobra inwestycyjne
ukierunkowane na przeżycie po Peak Oil. Niestety, są chyba na to za głupi,
ale trop zdaje się pochwycili Chińczycy. Nie są w tak dobrej sytuacji jak
USA, ale rola pośrednika ktory w zamian za zielone papierki oddaje różne
buble też może mieć sens. Bo zielony papier wciąż ma amatorów na całym
świecie, więc da się za niego dostać kopalnie, udziały w firmach
produkujących żywność, a nawet kompletne instalacje. Jeżeli sprawę dobrze
zaplanują to nawet nie zauważą Peak Oil. Po prostu armia półniewolniczej
siły roboczej zamiast produkować gadgety zacznie robić maszyny i narzędzia
dla utrzymania ChRL bez użycia kropli ropy. Chińczycy na pewno nie będa
protestowali jak im się poziom życia obniży bo raz, że białych
kołnierzyków jest tam za mało. Po drugie pewnie zdają sobie sprawę, że
jak się zbuntują mogą (w najlepszym wypadku) skończyć w obozie pracy
harując za garść ryżu dziennie. A na ich miejscu partia ustawi miernych ale
wiernych. Gdzieś po środku znajdzie się nasz kraj, ludzie u nas zwyczajni
do kombinowania i nie takie rzeczy ze szwagrem podczas stanu wojennego
robili
Po PO powymieramy bez wojen. Podejrzewam, że większość czytelników forum to
młodzi i zdrowi ludzie. Ale tak po 40-tce zdrowie zacznie szwankować, a w
miarę upływu czasu odkryjemy prawdę, że "jak przestało boleć, to znaczy że
umarłeś"

Wiele osób tak naprawdę żyje dzięki medycynie, a co ważne
niezbyt skomplikowanej za to masowej. Nawet taka głupota jak regulacja
ciśnienia krwi praktycznie nie jest możliwa przy pomocy naszych ziół. Bez
dobrej infrastruktury medycznej zwykły kamień nerkowy może skrócić życie o
kilkanaście lat. A jak doda się do tego choroby cywilizacyjne, czyli
miażdżycę, cukrzycę, wszelkiej maści uczulenia czy wręcz nowotwory, to mamy
pełny obraz. I teraz wyboraźmy sobie upadek cywilizacji i braki
materiałowe. W pierwszej kolejności zabraknie różnych metali ziem rzadkich
itp oraz skomplikowanej maszynerii do ich zamiany na monitory. A bez tego
zwykłe USG stanie się niedostępne. Nietrudno zgadnąć, jak bez wielu
prostych badań wzrośnie śmiertelność. Ja osobiście nie mam złudzeń, jak
cywilizacja upadnie, to ludzie nie zaczną umierać z glodu. W pierwszej
kolejności obniży się średni wiek społeczeństw z powodu gwałtownego wzrostu
śmiertelności wśród starszych. Gwałtownie skoczy także śmiertelność
noworodków i niemowlaków. Jeszcze przed II wojną normą były sytuacje, gdy
kobieta rodziła szóstkę dzieci, a tylko dwoje z nich dochwało się
potomstwa. IMHO rozmawianie o przyroście naturalnym w kontekście niepewnej
przyszłości nie ma najmniejszego sensu. Do tego wystarczy zdrowy instynkt
kobiecy.