Tereny w pobliżu oceanów znajdujące się w okolicach równikowych to znakomite miejsce gdzie stosując kolektory słoneczne można nagrzewać płyny do temperatur które mogą z powodzeniem "udawać" energię geotermalną.
Chłodnicą mogło by w tym wypadku być morze czy ocean znajdujący się w pobliżu na głębokości kilkunastu lub kilkudziesięciu metrów gdzie temperatura jest już rzędu kilkunastu stopni.
"Płynem ustrojowym" zaś takiej elektrowni np spirytus, czy inna substancja parująca w temp około kilkadziesiąt stopni.
Pewnie dało by się z takiej imprezy uzyskać co nieco energii.
Jak myślicie?
Z tego co wiem, to dla wody zeby uzyskac jako-taka sprawnosc potrzeba temperatury rzedu kilkaset stopni. Jak to jest ze spirytusem to nie wiem, ale pewnie tez trzeba troche wyzszych temperatur.
JASNY CELESTYN napisał:
Moim zdaniem, jako laika , to wydaje się sensowny pomysł, tylko czy ktokolwiek wdrożyłby go w życie
Wdrozylby, gdyby pomysl byl oplacalny.
_________________ Resources exist to be consumed. And consumed they will be.
Wysłany: Sob Paź 18, 2008 1:25 pm Temat postu:
krudnik
Posty: 270
Skąd: Warszawa
Krzysztof K napisał:
Tereny w pobliżu oceanów znajdujące się w okolicach równikowych to znakomite miejsce gdzie stosując kolektory słoneczne można nagrzewać płyny do temperatur które mogą z powodzeniem "udawać" energię geotermalną.
Chłodnicą mogło by w tym wypadku być morze czy ocean znajdujący się w pobliżu na głębokości kilkunastu lub kilkudziesięciu metrów gdzie temperatura jest już rzędu kilkunastu stopni.
"Płynem ustrojowym" zaś takiej elektrowni np spirytus, czy inna substancja parująca w temp około kilkadziesiąt stopni.
Pewnie dało by się z takiej imprezy uzyskać co nieco energii.
Jak myślicie?
Temperatura widmowa promieniowania słonecznego to ok 6000 stopni. Wystarczy trochę je skupić by osiągnąć znacznie więcej niż kilkadziesiąt stopni. A mała różnica temperatur to mała sprawność.
Wysłany: Sob Paź 18, 2008 6:01 pm Temat postu: Re: Energia cieplna produkowana na brzegach oceanów.
Krzysztof K
Posty: 909
Skąd: ze świata
To trochę podobnie jak w handlu.
Mała marża i duży obrót może dać więcej niż odwrotnie
Wszystko zależy od rozmachu instalacji.
No i dodatkowo pod daszkiem z rur można by zapewnić chłodny półcień w którym dało by się hodować roślinki normalnie w afryce nie spotykane.
Jeśli to miały by być tradycyjne kolektory to nie wróże sukcesu ze względu na bardzo duże opory w przetaczaniu czynnika.
Jeśli energia słoneczna miała by być skupiana w celu uzyskania wysokich temperatur to brak by było w samym pomyśle innowacyjności bo takie systemy już istnieją.
Wysłany: Czw Paź 30, 2008 3:05 pm Temat postu:
Krzysztof K
Posty: 909
Skąd: ze świata
OKI pomysł nie jest całkiem nowy, i z powodzeniem można go sobie darować, bo tu nie jest afryka
W Polsce w sloneczny dzien, w kolektorach domowej roboty (dobrze izolowana plaska skrzynka z oknem z podwojna szyba z odzysku (jak sasiad przestawia sie na okna i oniennice plastikowe) osiaga sie temperature ktora topi styropian, bez rzadnego skupiania promieni.
Sek tylko w malej ilosci slonecznych dni.
Wysłany: Wto Lis 18, 2008 11:04 pm Temat postu:
Krzysztof K
Posty: 909
Skąd: ze świata
Czasem odnoszę wrażenie że Afryce, aby mieć wodę i energię potrzeba jedynie trochę folii aluminiowej lub jeszcze lepiej nieco trwałych zwierciadęł.
Skupione nimi promienie padając na rurę biegnącą np w ognisku paraboli zwierciadła mogły by odparowywać wodę, para ogrzewać w wymienniku parę idącą na turbinę, a następnie po wytraceniu większości energii skraplana w celu produkcji wody.
Czysto cicho i tanio woda i energia w kosztach instalacji.
Z tego co wiem, to dla wody zeby uzyskac jako-taka sprawnosc potrzeba temperatury rzedu kilkaset stopni. Jak to jest ze spirytusem to nie wiem, ale pewnie tez trzeba troche wyzszych temperatur.
Wdrozylby, gdyby pomysl byl oplacalny.
Kto Tobie takich bzdur naopowiadał . To że ktoś chce uzyskiwać energie z podgrzewania gazu do kilkuset stopni , i mówi ze ma sprawność to jego sprawa. Ale jeszcze w nie tak dawnej przeszłości jeździły lokomotywy parowe i o żadnych kilkuset stopniowych temperaturach nie było mowy. A swoją nawet stosunkowo dużą sprawność miały. Były to prawdziwe silniki Watta , na zmianę stanu skupienia , a nie na podgrzewanie gazu.
Poza tym jak teraz robić wykres PV jak takie tłoki będą ???
Już nie takie proste , jak dotychczas to V
Mój silnik nazwałem na cześć Stephensona -- "Stephenson Second"
Pozdrawia Andrzej
Wysłany: Wto Mar 02, 2010 10:58 pm Temat postu:
Szefunio
Posty: 611
Feliks napisał:
Ale jeszcze w nie tak dawnej przeszłości jeździły lokomotywy parowe i o żadnych kilkuset stopniowych temperaturach nie było mowy. A swoją nawet stosunkowo dużą sprawność miały.
Gdybym nie wiedział, że głupota pomyślałbym, że prowokacja.
Miały sprawność 3-4%.
Obecnie w najwydajniejszych konstrukcjach turbin parowo-gazowych osiąga się 60%.
Wysłany: Sro Mar 03, 2010 12:59 pm Temat postu:
opel4
Posty: 485
Skąd: Kraków
Cytat:
Gdybym nie wiedział, że głupota pomyślałbym, że prowokacja.
Miały sprawność 3-4%.
Choć późniejsze lokomotywy pracujące w wyższym zakresie ciśnień mogły mieć już sprawność powyżej 8% jak np. ta:
Wysłany: Sro Mar 03, 2010 4:40 pm Temat postu:
Feliks
Posty: 18
Skąd: Kraków
Szefunio napisał:
Feliks napisał:
Ale jeszcze w nie tak dawnej przeszłości jeździły lokomotywy parowe i o żadnych kilkuset stopniowych temperaturach nie było mowy. A swoją nawet stosunkowo dużą sprawność miały.
Gdybym nie wiedział, że głupota pomyślałbym, że prowokacja.
Miały sprawność 3-4%.
Obecnie w najwydajniejszych konstrukcjach turbin parowo-gazowych osiąga się 60%.
Ciekawe , co skłania Ciebie do zaniżania sprawności aż pieciokrotnie ?
To może jakiś tajemny interes??
Taki model o mocy 550 Mw na każde znane paliwo i parę.
Pozdrawia Andrzej
Wysłany: Czw Mar 04, 2010 1:04 pm Temat postu:
Tonik
Posty: 69
Sprawność elektrowni ma znaczenie jedynie w wypadku obliczania kosztów produkcji.
Tak więc jest ona bardzo istotna w przypadku gdy elektrownia używa paliw.
Mniej gdy elektrownia jest bezpaliwowa.
Wtedy większe znaczenie ma koszt budowy elektrowni/kWh wyprodukowanej w niej energii.
Ze sprawnością może on mieć coś wspólnego, ale nie jest to bezposrednie przełożenie.